Wracasz po pracy, pod blokiem już ciemno, siąpi deszcz, a ty z siatkami biegniesz do klatki. Właśnie wtedy najłatwiej o błąd, który ułatwia złodziejowi robotę. Przed nocą sprawdzam cztery rzeczy: kluczyk keyless w etui z dala od drzwi, czy auto naprawdę się zamknęło, miejsce pod latarnią i oknami oraz dodatkową blokadę.
Czy jesienią kradnie się więcej aut? Bez porównania policyjnych statystyk z poszczególnych miesięcy nie da się tego uczciwie stwierdzić. Zmieniają się za to warunki: zmrok zapada szybciej, deszcz i mgła ograniczają widoczność, a my częściej się spieszymy. Żadne zabezpieczenie nie daje stuprocentowej gwarancji, ale kilka niezależnych warstw mocno utrudnia kradzież.
Kluczyk keyless trafia do etui i z dala od drzwi
Policja opisuje kradzież „na walizkę” jako jeden z najpopularniejszych sposobów działania złodziei aut. Niewielkie urządzenie schowane w plecaku, torbie albo walizce przedłuża komunikację między samochodem a kluczykiem leżącym w mieszkaniu. Auto uznaje wtedy, że właściciel stoi obok, i daje się otworzyć oraz uruchomić.
Sam przez lata wieszałem kluczyki na haczyku tuż przy drzwiach wejściowych. To najwygodniejsze miejsce dla mnie, ale też dla „walizki”. Dziś wieczorem robię tak:
- kluczyk wkładam do etui typu Faraday, które ogranicza przenikanie fal radiowych,
- odkładam go w głąb mieszkania, nie przy drzwiach ani przy oknie,
- tak samo chronię zapasowy komplet, o którym łatwo zapomnieć,
- w instrukcji auta sprawdzam, czy producent pozwala wyłączyć funkcję bezkluczykowego dostępu.
Uwaga na etui. Nie każde reklamowane jako antykradzieżowe działa tak samo, więc wybierz model przeznaczony do systemów keyless i dopasowany do kluczyka. Sprawdzaj je co jakiś czas: z kluczykiem w etui podejdź do auta i pociągnij za klamkę. Jeśli drzwi się otworzą, etui nie spełnia swojej roli. Nowsze auta mają czujniki ruchu kluczyka i dokładniejszy pomiar odległości, ale nie każdy system jest na to odporny.
Auto ma być naprawdę zamknięte, a w środku pusto
Złodzieje mają też urządzenia, które blokują sygnał pilota. Naciskasz przycisk, odchodzisz, a samochód zostaje otwarty. Policja ostrzega przed tym zwłaszcza na parkingach przy centrach handlowych, ale w deszczu pod blokiem łatwo o ten sam błąd.
Po zamknięciu czekam na sygnał auta: mrugnięcie kierunkowskazów albo złożone lusterka, jeśli samochód to robi. Potem ciągnę za klamkę kierowcy. Trwa to kilka sekund i nie raz uchroniło przed nocą z otwartym autem.
Druga sprawa to wnętrze. W samochodzie nigdy nie zostawiam kluczyków ani dokumentów: dowodu rejestracyjnego, karty pojazdu czy umowy kupna-sprzedaży. Torba na siedzeniu to z kolei zaproszenie do zwykłego włamania, nawet jeśli samo auto nikogo nie interesuje.
Miejsce parkowania wybieram pod latarnią i oknami
Ciemne uliczki i nieoświetlone, niestrzeżone parkingi należą do miejsc, z których najczęściej giną samochody. W dzień sąsiad może zauważyć kogoś, kto kręci się przy autach. Nocą, gdy w oknach gaśnie światło, jest to praktycznie niemożliwe.
Jeśli nie masz garażu ani miejsca na parkingu strzeżonym, policja radzi parkować tam, gdzie auto jest dobrze widoczne i gdzie chodzą ludzie. Na noc wybierz miejsce dobrze oświetlone, blisko okien domów mieszkalnych. Jesienią zwracam uwagę na latarnie, bo miejsce, które wygląda bezpiecznie, gdy jeszcze jest jasno, po zmroku bywa najciemniejszym kątem parkingu. Światło chroni nie tylko przed kradzieżą całego auta, ale też przed zdejmowaniem kół, reflektorów czy lusterek.
Dodatkowa blokada mechaniczna i rzut oka na polisę
Elektronika to tylko jedna warstwa. Przy autach parkowanych na osiedlowym parkingu warto dołożyć dodatkowe zabezpieczenie antykradzieżowe, na przykład mechaniczną blokadę kierownicy. Dla złodzieja to dodatkowy czas i praca, a tego na otwartym parkingu chce uniknąć najbardziej.
Ostatni punkt nie zatrzyma złodzieja, ale pomoże, gdy auto mimo wszystko zniknie. Sprawdź, czy twoja polisa obejmuje kradzież, i trzymaj dokumenty oraz oba komplety kluczyków w domu. Wtedy w najgorszym scenariuszu nie zaczynasz od szukania papierów.