Znalazłeś komplet zimówek wyraźnie taniej niż wszędzie indziej, w sklepie, o którym nigdy nie słyszałeś? Zanim klikniesz „zamawiam”, wybierz płatność za pobraniem. Fałszywe sklepy z oponami żyją z przedpłat: biorą przelew i znikają. W Lubuskiem kierowcy stracili tak w ostatnich dniach ponad 4 tys. zł.
Listopad to miesiąc, w którym wszyscy naraz szukają zimówek. Porównujemy ceny, polujemy na rabaty i coraz częściej kupujemy w sieci. Oszuści dobrze o tym wiedzą i właśnie na ten sezon zastawiają sidła.
Jak działa fałszywy sklep z oponami
Schemat jest prosty. Przestępcy wrzucają ogłoszenia, stawiają fikcyjny sklep internetowy albo podszywają się pod firmę, która naprawdę istnieje. Kuszą niską ceną, dużym rabatem i obietnicą szybkiej wysyłki. Gdy przelew dotrze na ich konto, sprzedawca przestaje odbierać telefon i odpisywać, a opony nigdy nie przyjeżdżają.
Lubuska policja przyjęła w ostatnich dniach dwa zawiadomienia w takich sprawach. Poszkodowani zamawiali opony na stronach, które dziś już nie działają. Razem stracili ponad 4 tys. zł.
Dlatego przy sklepie, którego nie znam, zawsze wybieram pobranie. Płacę kurierowi dopiero przy odbiorze paczki, więc jeśli paczka nie przyjedzie, moje pieniądze nie trafią do oszusta. Fałszywy sklep, który żyje z przedpłat, na takim zamówieniu nic nie zarobi.
Pięć rzeczy do sprawdzenia przed kliknięciem „zamawiam”
Zanim przejdę do koszyka, robię szybką kontrolę. Zajmuje kilka minut, a oszczędza nerwów i pieniędzy.
- Adres strony. Czytam go znak po znaku. Oszuści potrafią skopiować wygląd sklepu znanego sprzedawcy i zmienić tylko adres, więc ładna i znajomo wyglądająca strona niczego nie dowodzi.
- Dane firmy. Szukam nazwy, adresu i numeru telefonu, a potem sprawdzam, czy te dane pojawiają się gdzieś poza samą stroną. Do tego czytam opinie innych klientów. Brak danych albo zero śladów w sieci to dla mnie koniec zakupów w tym miejscu.
- Cena na tle innych sklepów. Ten sam rozmiar i model porównuję w kilku miejscach. Jeśli jedna oferta wyraźnie odstaje w dół, a rabat wygląda na zbyt hojny, traktuję to jako sygnał ostrzegawczy, a nie okazję.
- Presja czasu. Komunikaty, że promocja zaraz się skończy albo zostały ostatnie sztuki, mają skłonić do zapłaty bez zastanowienia. Uczciwy sprzedawca nie musi mnie poganiać.
- Sposób płatności. Jeśli sklep nie daje opcji pobrania, a każe przelać pieniądze na prywatne konto nieznanej osoby, rezygnuję od razu.
Czy każda przedpłata jest podejrzana?
Nie. Przelew czy szybka płatność w sklepie, który znam i który przeszedł moją kontrolę, to normalna sprawa. Ryzyko rośnie wtedy, gdy płacę z góry komuś, kogo nie potrafię zweryfikować. W takiej sytuacji pobranie jest najprostszym zabezpieczeniem, jakie mam pod ręką.
Pobranie nie zwalnia jednak z pozostałych punktów listy. Chroni przed sytuacją, w której płacę, a towar nie przychodzi, ale sklep i tak powinien przejść sprawdzenie adresu, danych firmy i ceny.
Co zrobić, gdy pieniądze już przepadły?
Jeśli mimo ostrożności dałeś się złapać, nie czekaj i jak najszybciej zgłoś sprawę na policję. Przygotuj przy tym dowody:
- potwierdzenie przelewu lub innej płatności,
- całą korespondencję ze sprzedawcą, czyli maile, wiadomości i SMS-y,
- dane strony, na której złożyłeś zamówienie: adres, nazwę sklepu i zrzuty ekranu oferty.
Ze zrzutami ekranu nie warto zwlekać. Strony, na których kupowali poszkodowani z Lubuskiego, już nie działają, a gdy sklep zniknie z sieci, trudno potem pokazać policji, jak wyglądał i pod jakim adresem działał.