Kupujesz zimówki na osobnych felgach, a sprzedawca od razu dolicza cztery czujniki ciśnienia? Zatrzymaj się na chwilę. Jeśli twoje auto ma pośredni TPMS, ocenia ciśnienie po obrotach kół, korzystając z czujników ABS. Nadajniki w kołach nie są mu wtedy do niczego potrzebne. Najpierw sprawdź system, a dopiero potem płać.
Dwa systemy i dwa zupełnie inne rachunki
System bezpośredni ma w każdej oponie mały nadajnik, zwykle zintegrowany z zaworem. Mierzy on ciśnienie na miejscu i wysyła wynik do samochodu drogą radiową. W takim aucie drugi komplet kół rzeczywiście wymaga własnych, zgodnych czujników.
System pośredni nie odbiera żadnych pomiarów z kół. Sterownik obserwuje, jak obracają się koła, i na tej podstawie wykrywa niepokojące zmiany. Dane pochodzą z czujników ABS, które auto i tak ma. Przy takim układzie kupno czterech nadajników do zimowego kompletu to wyrzucone pieniądze. Wystarczy obsłużyć system tak, jak opisuje to dokumentacja pojazdu.
Jak sprawdzić, który system ma twoje auto?
Zaczynam zawsze od instrukcji obsługi, bo tam producent opisuje działanie kontroli ciśnienia w konkretnym aucie. Jeśli instrukcja nic nie rozstrzyga, pomoże katalog zastosowań części albo pytanie do serwisu z podaniem dokładnej wersji samochodu.
Nie wystarczy nazwa modelu, rocznik z ogłoszenia ani zapewnienie, że czujnik „pasuje do tej marki”. Te same auta bywają różnie wyposażone. Nie oceniaj też systemu po wyglądzie wentyla, bo to niepewna wskazówka i łatwo przez nią zamówić niepotrzebne części.
Masz system bezpośredni? Zapytaj o to przed wyceną
Gdy już wiesz, że auto potrzebuje nadajników w kołach, cena jednej sztuki niewiele ci powie. Liczy się cała usługa. Zapytaj warsztat wprost:
- Czujniki: czy są dobrane do twojej wersji auta i czy w cenie są odpowiednie zawory?
- Programowanie: czy cena obejmuje przygotowanie czujnika? Pusty czujnik programowalny musi dostać konfigurację dla konkretnego pojazdu.
- Przyuczenie auta: czy serwis zadba o to, żeby sterownik rozpoznał nowe czujniki, jeśli twoje auto tego wymaga? W części samochodów system przypisuje też wskazania do miejsca, w którym jest dane koło.
- Kontrola: czy warsztat sprawdzi układ przed montażem i po zakończeniu pracy?
- Praca przy kołach: czy w kwocie jest montaż i wyważenie?
- Odpowiedzialność: kto sprawdza zgodność części, jeśli przywozisz własne koła albo czujniki?
Programowanie czujnika i przyuczenie auta to dwie osobne czynności. Jeśli w ofercie widzisz samo hasło „kodowanie”, poproś o rozpisanie, co dokładnie się pod nim kryje.
Przy używanym komplecie z ogłoszenia zdanie „czujniki są” nie wystarcza. Trzeba potwierdzić, że te czujniki pasują do twojego auta i działają. Sama zgodna częstotliwość podana przez sprzedającego też niczego nie przesądza.
Tańszy czujnik, a droższy rachunek
Oto przykład z umownymi kwotami brutto. To tylko ilustracja liczenia, a nie ceny rynkowe. Obie oferty dotyczą czterech zgodnych czujników z zaworami i tego samego zakresu pracy.
- Oferta A: 4 × 110 zł, czyli 440 zł za części. Do tego 80 zł za przygotowanie i rozpoznanie czujników oraz 120 zł za pracę przy kołach z kontrolą. Razem 640 zł.
- Oferta B: 4 × 125 zł, czyli 500 zł za części, i 100 zł za pakiet tych samych czynności. Razem 600 zł.
Droższy czujnik daje tu niższą sumę o 40 zł. Takie porównanie ma sens tylko wtedy, gdy obie oferty obejmują to samo. Jeśli w jednej brakuje wyważenia albo nie wiadomo, czy zawory są w cenie, najpierw uzupełnij zakres, a dopiero potem porównuj kwoty.
Co zabrać z warsztatu po odbiorze kół
Poproś o pisemne potwierdzenie, jakie czujniki zamontowano, jakie czynności wykonano i czy system przeszedł kontrolę. Zachowaj oznaczenie czujników, bo przy kolejnej wymianie łatwiej porównasz te same części.
Jeśli komunikat na desce rozdzielczej nie znika, samo jego skasowanie nie usuwa przyczyny. Wtedy potrzebna jest diagnoza zgodna z instrukcją twojego auta.